Obserwatorzy

sobota, 18 kwietnia 2015

Beauty Vision Poznań 2015

Tegoroczne Beauty Vision w Poznaniu było moją pierwszą wizytą na targach kosmetycznych. Spodziewałam się wiele. A przede wszystkim spodziewałam się dużo kolorówki, jakoś utkwiło mi w głowie, że musi tam być wszystkiego mnóstwo. Wiadome jest ze kocham makijaż, nie sądzę że jestem w tym niezrównana, ciągle się uczę, ale targi to miało być fajne doświadczenie, zobaczenie wielu rzeczy na żywo a nie tylko w internecie. Piszę ta relacje świeżo po wyjściu,  mam starbucksa obok mnie i wiele myśli do wylania na dotykowym ekranie tableta (czas kupić klawiaturę). 

Wiedziałam oczywiście ze targi będą nastawione głównie na fryzjerstwo, z reszta to tez chciałam zobaczyć,  kupić kilka rzeczy (co oczywiście zrobiłam). Ale przeraził mnie brak kosmetycznych marek. Co gorsze, przeraża mnie fakt,  że polskie firmy, polscy handlowcy nie chcą się promować na takich wydarzeniach. Przecież jest Was więcej! 


Beaty Forum w Warszawie jest (z tego co słyszałam) naprawdę potężnym wydarzeniem, sądziłam ze tutaj będzie podobnie. I tak wybrałabym się do Poznania, ale bardziej zależało mi na kosmetykach kolorowych. Czy jestem rozczarowana?  Tak i nie ;) Kupiłam fajne produkty Macadamia, Moroccanoil, Clarena, Stara Mydlarnia tez wpadła,  2 pędzle Maestro, wiec samo wyjście uważam za udane. 

Na całe szczęście nie musiałam płacić za bilet, bo ten wygrałam w konkursie :) Na przyszłość muszę sprawdzić dokładnie listę wystawców ;) Całe doświadczenie oczywiście będę wspominać bardzo pozytywnie, widziałam wiele wspaniałych rzeczy, fryzury powalały na kolana :) Dostałam inspiracji na dodanie krzykliwych elementów w swoich włosach ;)  

Byłyście może na targach? Jak wrażenia? :)

piątek, 17 kwietnia 2015

Ostrzeżenie - BUBEL Reve de Miel NUXE + Snapchat ;)

Hej dziewczyny :D

Po pierwsze chciałabym Was zachęcić do dodania mnie na Snapchacie, do którego dołączyłam dzisiaj ;) Bardzo chciałabym zobaczyć Wasza snapy, więc łączmy się ;)  
Snapchat: bozekdaria

Ale wracając do dzisiejszego posta, chciałam Wam powiedzieć kilka słów na temat znanego i lubianego powszechnie Reve de Miel od Nuxe. Osławiony w internecie na wszystkie możliwe sposoby cudak u mnie okazał się największym możliwym rozczarowaniem. Dlaczego? O tym przeczytacie dalej ;)



Kupiłam to masełko jeszcze we Francji, byłam bardzo podekscytowana jak na każdy produkt do pielęgnacji ust. Pobiegłam do domu żeby przekonać się o jego zbawiennych działaniach, których niestety nie doświadczyłam. Nie mam już opakowania ale był to prosty kartonik. Samo masełko zamknięte jest w bardzo estetycznym i cieszącym oko szklanym słoiczku.

Na wyglądzie jednak pozytywy się kończą. Przy pierwszym użyciu miałam podniesione ciśnienie, konsystencja była tak tępa że ledwo dałam radę wziąć odpowiednią ilość na palec ale o równym rozsmarowaniu na ustach nie było mowy. Próbowałam rozgrzać go palcami, myślałam że to pomoże - bez skutków. 

 

Po jakimś czasie wpadł mi do głowy pomysł żeby dodać do niego kilka kropel olejku żeby nieco zmiękczyć tą upartą miodową papkę. Pomogło to jednak tylko na chwilę, w czasie której nic rewolucyjnego nie stało się z moimi ustami.

Nie wiem czemu wszyscy tak go zachwalają. Czy może mi trafił się bubel, może wadliwa seria? Dajcie znać co o nim myślicie, bo dla mnie to jedno wielkie rozczarowanie. Kosztował nieco ponad 10 Euro więc niemało jak na produkt do ust, więc wymagałam od niego wiele. Nie spełnił moich oczekiwać w żadnym stopniu.

Co o nim myślicie?

czwartek, 16 kwietnia 2015

Pierwszy Fitness Update - początki

Hej dziewczyny :)
Post miał pojawić się wczoraj, ale niestety nie dałam rady ;) Choroba dopadła mnie we wtorek i przytrzymała w domu do dzisiejszego ranka. Dziś jednak ruszyłam do pracy, ale oczywiście muszę nadrobić zaległości również na blogu :)

Jest to kolejny wpis z kategorii fitness, gdzie chcę opisać Wam początek mojej przygody z gubieniem kilogramów. Waga wczoraj wskazała 63.3 kg. Nie uznaję tej wagi oczywiście ze względu na fakt, że poprzedniego dnia nie zjadłam dosłownie nic przez chorobę. W sobotę jednak waga wskazała 64.1 kg więc uznajmy to jako wagę właściwą. 


65,7 a 64,1 to 1,6 kg różnicy. Gdzieś wyczytałam, że człowiek może maksymalnie spalić do 1,2 kg tłuszczu na tydzień. Nie wiem na ile w to wierzyć, ale uważam że tak wysoki spadek wagi w tak krótkim czasie to złudzenie wywołane przez odwodnienie. Zobaczymy jak będzie w przyszłym tygodniu ;)


Obiecałam Wam również wymiary, tak więc proszę bardzo:
Talia 70 cm
Biodra 97 cm
Udo 55 cm

Nie byłabym sobą, gdybym nie skomentowała jakoś tych wymiarów. Myślałam że będą one większe! Na talię mam niezawodny sposób - hula hop ;) W biodrach również spodziewałam się więcej, jest to obszar z którego najłatwiej mi schudnąć, więc jestem dobrej myśli. Uda to dla mnie nic nowego, nigdy nie mogłam zejść poniżej 52 cm, nieważne jak bardzo się starałam ;) Taka genetyka :) Nie będę tutaj zapisywać moich celów co do wymiarów, chcę po prostu czuć się dobrze sama ze sobą i być jeszcze bardziej zadowolona z tego co widzę w lustrze :)


Co do ćwiczeń to poprzedni tydzień w nie obfitował - codziennie godzinka na stepperku, do tego jakieś dywanówki typu Mel B. Weekend był wolny od ćwiczeń, tak samo jak ostatnie 2 dni, niestety... Dzisiaj jednak ruszam dalej, mam sporo do nadrobienia :)

Motywacja mnie nie opuściła a to jest najważniejsze :)

poniedziałek, 13 kwietnia 2015

Photo Mix Poznań Motor Show 2015

Hej dziewczyny ;)
Dzisiaj mam dla Was Photo mix, którego nie miała w planach robić, ALE wczoraj przybyło mi sporo zdjęć z targów motoryzacyjnych Motor-Show w Poznaniu, na których miałam okazję być ;)

Uwierzcie lub nie, ale samochody są dla mnie fascynujące i wiem o nich nieco więcej niż inne dziewczyny (w ogóle się nie przechwalam). Oczywiście nie wiem jak wyglądają poszczególne części, nie naprawię też sama czegokolwiek w samochodzie, ale to nie moja praca tylko mechanika ;) Tak czy inaczej samochody to moje małe "zboczenie" i przyznacie mi rację, że niektóre z nich mogą powalić na kolana :D 


Tesla Model S  
Maserati GranCabrio
Nowe Mondeo wpadło mi w oko, szkoda tylko, że to Ford ;)
Ciarki na plecach... Jaguar XF
Jestem zakochana w nowym designie Audi
Cudem zrobione zdjęcie - Nowy Superb prezentowany przez Skodę był oblegany z każdej strony
Porsche Cayman GT4 wygląda tak niewinnie ;)
Robię to zdjęcie a przypadkowy facet stojący obok mówi "Czym tu się podniecać, wszystkie Lambo wyglądają tak samo" - Bitch, how dare you?!
Jakie macie podejście do motoryzacji? Ciekawa jestem czy tylko ja potrafię się obrócić na ulicy za Jaguarem :P Istnieje stereotyp, że Panie na pytanie "Jakim samochodem jeździsz?" odpowiedzą, że czerwonym. Dla mnie jest to wyssane z palca ;) 

Mam nadzieję, że spodobał się Wam ten nietypowy wpis :D 
Który z powyższych najbardziej wpadł Wam w oko? ;)

czwartek, 9 kwietnia 2015

5 ulubieńców marca Makeup Geek, L'oreal, Bell

Hej Dziewczyny :)
Dzisiaj mam dla Was ulubieńców marca. Za nami już ćwierć roku, czas leci niesamowicie ;) Marzec był miesiącem pełnym wrażeń, ale sądzę, że kwiecień będzie jeszcze bardziej zakręcony. Skończmy jednak to intro o mijającym czasie i przejdźmy do sedna sprawy.



W gronie ulubieńców miesiąca jest 5 produktów, które skradły moje serce. Zacznę może od największej miłości a są nią cienie z Makeup Geek. Paczka dotarła do mnie już w lutym jednak pierwsze tygodnie po prostu się nimi bawiłam, robiłam raczej delikatne makijaże. Ostatnimi czasy zaczęłam z nimi ostrzej eksperymentować i jestem mini absolutnie oczarowana. Piękne kolory, pigmentacja świetna, pracuje się nimi rewelacyjnie.


Dalej mamy róż Catrice o którym pisałam TUTAJ. Uwielbiam go nieustannie od kilkunastu już tygodni i wiem że szybko z niego nie zrezygnuję.




Podkład L’oreal True Match Super-blendable makeup nie jest do końca odkryciem, ponieważ używałam go jakiś czas temu. Odstawiłam go na jakiś czas na rzecz podkładu Pharmaceris (o którym będzie osobny post), lecz postanowiłam do niego wrócić, zmienić coś w mojej codziennej rutynie i ponownie go pokochałam. Świetnie kryje niedoskonałości, wygląda naturalnie, stapia się ze skórą. Muszę co prawda kontrolować świecenie ale bibułki matujące załatwiają sprawę.


Bell Hypoallergenic Bronze Powder wpadł do mnie przez przypadek. Po prostu nigdy wcześniej nie miałam nic z tej serii i postanowiłam wypróbować akurat bronzer, mam ich niewiele a odcień tego wydał mi się na tyle jasny, by bez problemu nieco ocieplić moją twarz. Nie myliłam się, warty wypróbowania. Myślę, że zrobię osobny wpis na jego temat ;)


Ostatnim produktem jest Eliksir do włosów BIOWAX z serii naturalne oleje. Kupiłam go z nudów. Tak, z nudów. W oczekiwaniu na autobus wpadłam do Superpharm i stwierdziłam, że wypróbuję bo jeszcze nie mam nic takiego. Olejek okazał się rewelacyjny, nakładam go po myciu włosów oraz na noc między w dni gdy włosów nie myję. Sprawia, że włosy są gładkie i miękkie, bardzo jedwabiste. Zdecydowany faworyt w pielęgnacji włosów, gorąco polecam.


Jacy są Wasi ulubieńcy miesiąca? :)

Dajcie znać w komentarzach :)

środa, 8 kwietnia 2015

Challenge accepted - zgubić parę kilo ;)

Hej dziewczyny :D

Chyba każda z nas ma problem z utrzymaniem diety w czasie świąt. Moją stopą achillesową jest zawsze sałatka warzywna, którą jem w nieograniczonych ilościach. Do tego jeszcze placek i babeczki, czekolada... Oh :D 

Jednak od dzisiaj przyjmuję wyzwanie, które zrzuciłam sama na siebie na Instagramie (KLIK). Od wczoraj dostałam pod obrazkiem niżej dostałam 48 serduszek, tak więc przyjmuję wyzwanie 48 dni bez słodyczy i fast foodów



Podchodzę do tematu realistycznie, więc wśród tych dni przewiduję jakieś wpadki. Jeśli jakiś dzień nie wytrzymam to przekąską bez winy będzie pasek gorzkiej czekolady. Jeśli jednak zjem coś zakazanego wymęczę się fizycznie żeby spalić dodatkowe kalorię ;) Nie lubię ćwiczyć więc dla mnie jest to wielka motywacja.

Od czasu powrotu do Polski przybyło mi parę kilo. Mam siedzącą pracę i w ciągu dnia niewiele się ruszam. Do tego jakieś przekąski, a rodzice zawsze mają też coś słodkiego. A jak leży przed kimś ciastko to prawdopodobnie po nie sięgnie. Moja waga na dzień dzisiejszy wynosi 65,7kg. Ciężko uwierzyć, że jakieś 2,5 roku temu miałam jakieś 10 mniej :P Sądzę, że do czerwca mogę osiągnąć liczbę, która mnie usatysfakcjonuje - 58kg. 

 

Dawniej byłam bardzo zmotywowana do utraty wagi. Cięgle myślałam, że jestem gruba i wywoływałam na sobie presje. Był czas, że jadłam minimalne porcje, nie miałam nawet siły na ćwiczenia. Teraz z kolei akceptuję swoje ciało. Nie czuję się gruba, ani nieatrakcyjna. Nie można całe życie być na diecie, więc uznałam że sobie ją odpuszczę. Mam 173cm wzrostu więc moja waga nawet teraz nie jest ogromna. 



Możecie sobie pomyśleć, że skoro akceptuję siebie to czemu chcę schudnąć? Bo nie chcę, żeby sytuacja wymknęła mi się spod kontroli. Nad samodyscypliną trzeba pracować, bo możemy ją utracić. Kto wie czy latem nie zacznie mi przeszkadzać moje ciało, gdy będzie trzeba pokazać się w bikini na plaży, więc trzeba nad sobą pracować już teraz.

Co środę będą wpisy kontrolne, jeśli chcecie możecie oczywiście podjąć wyzwanie razem ze mną :D Za tydzień podam wymiary mojego ciała, w końcu one liczą się bardziej niż waga. Dodatkowo podam kilka jadłospisów oraz ćwiczenia, które robię :)


Buziaki i trzymajcie kciuki :D

wtorek, 7 kwietnia 2015

Clinique Dramatically Different Moisturizing Gel - Ideał :D

Hej dziewczyny :D
Mam nadzieję, że święta minęły Wam bardzo miło i rodzinnie. Sama, po sporej ilości jedzenia, które pochłonęłam nie czuję się fizycznie najlepiej, ale bez obaw - wracamy do dawnych nawyków.

Dzisiaj mam dla Was recenzję kremu-żelu 
CliniqueDramatically Different Moisturizing Gel Żel nawilżający




Seria 3 kroków Cliniqie zawsze mnie intrygowała. Wszyscy obiecywali przysłowiowe gruszki na wierzbie, jednak było mi szkoda inwestować w pełnowymiarowe produkty. Trafiłam jednak na serię miniaturek, składającą się z żelu do mycia twarzy, toniku i kremu. Podekscytowana zaczęłam testy.

Wszystkie produkty spisały się rewelacyjnie, jednak największe wrażenie zrobił na mnie właśnie krem. Miniaturka miała pojemność 15ml, po jej zużyciu zainwestowałam w pełnowymiarowe opakowanie 50ml, w którym produkt mamy w ładnej matowej tubce. Dostępna jest jeszcze wersja 125ml w szklanek buteleczce z pompką, jednak jego cena jest dość wygórowana i choć wiem, że starczył by on na bardzo długi czas, powstrzymałam się.

Krem jest niewyobrażalnie lekki. Nie potrzeba wiele by skóra poczuła się pięknie nawilżona i wygładzona. Po użyciu skóra pozostaje gładka, bez lepkiej warstwy, której nienawidzę. Użyty pod makijaż działa jako baza - podkład dłużej się trzyma, nie "wędruje" po twarzy oraz utrzymuje na dłużej delikatny, matowy efekt. 

 

Jeśli chodzi o stan skóry pod względem niedoskonałości, gdy zaczęłam używać to cudeńko na mojej twarzy występował okazjonalny niemile widziany gość. Po rozpoczęciu kuracji 3 kroków przez bite 2 miesiące nie miałam problemu z takimi niespodziankami. Teraz używam żelu do twarzy Pharmaceris z parze z tytułowym kremem i okazjonalnie coś się pojawia. Może to być spowodowane też dietą, z którą ostatnio u mnie kiepsko :P

Podsumowując. Krem-żel Clinique jest dość drogim produktem, który jest za drogi dla wielu osób. Jednak ja po wielu próbach znalezienia ideału w końcu go znalazłam. W Sephorze cena za 50ml wynosi 89zł. Mi udało się go kupić za ok. 71zł z racji jakiś promocji przedświątecznych (Gwiazdkowych). Pojemność 125ml (z pompką) kosztuje 185zł, więc radzę najpierw wypróbować 50ml lub inną miniaturkę i zakochać się w nim, a później pomyśleć o gigancie :D Dla porównania powiem że 50ml wystarczy mi na ok.5 miesięcy codziennego stosowania rano i czasami wieczorem.

Używałyście może ten krem? Co o nim myślicie?