Obserwatorzy

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą review. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą review. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 19 stycznia 2016

Kylie Jenner Lip Trend - nadal na topie? GR Velvet Matte

Hej :D

Dzisiaj przeglądałam swoje stare posty i zauważyłam że robiłam post o konturówce, które była odpowiednikiem Whirl z MAC'a - czyli słynnym kolorem Kylie Jenner. Swojego czasu usta w kolorze brown-nude były ogromnym trendem, choć niewiele dziewczyn ten kolor nosiło na ustach. Moim zdaniem jest to odcień tak uniwersalny, że będzie pasował do każdej karnacji. 


Dawniej pisałam o konturówce Golden Rose Classic 329. Wspomniałam również o numerze 326, który jest bardzo podobny, różni go subtelny dodatek różowych tonów. Generalnie są z tej samej rodziny kolorów. Osobiście uwielbiam na sobie ten kolor i często gdy mam go na ustach dostaję dużo komplementów i pytań. Gdy widzą jak wyjmuję z torebki niezbyt atrakcyjny kikut, który został mi z konturówki często nie mogą uwierzyć, że to właśnie ta niepozorna kredka sprawia takie cuda ;) 


Udałam się zatem do Golden Rose by zakupić zapas właśnie tych dwóch kolorów. Jakie było moje zdziwienie kiedy buszując w Velvet Matte'ach (a raczej podnosząc większość kolorów i szybko je odkładając mówiąc "ten już mam") znalazłam odcień nr 16. Nie wiem czy jest on nowy, czy wcześniej nie zauważałam go, ale nie raz szukałam u nich odpowiednika mojej ulubionej konturówki - wyobraźcie sobie moją radość gdy w końcu ją znalazłam :D

Jakość zdjęcia średnia no i twarz bez makijażu #nofilter

Chyba wszystkie tutaj znamy i kochamy szminki Golden Rose Velvet Matte. Wiele z nas, razem ze mną mówimy same ochy i achy na ich temat. Ja należę do miłośnczek tej serii, posiadam (no joke) jakieś 8-9 kolorów, nie muszę więc chyba mówić o tym jak cudowna jest jego formuła, jaki ma intensywny kolor, jak długo się utrzymuje na ustach i jakim cudem przy swoim matowym wykończeniu tak bardzo nawilża usta - to wszystko wiemy z autopsji. Pomówmy więc o tym co jest tu ważne a jest to kolor. Odcień ten można określić na dwa sposoby - ciemny nude, lub jasny brąz z delikatnym dodatkiem "dusty rose". 

Nie wiem dlaczego ale w takich odcieniach osobiście czuję się najlepiej i nieskromnie powiem, że odcień ten do mnie pasuje - nie jest zbyt dziewczęcy a to właśnie lubię zwłaszcza w zimniejsze miesiące, kiedy gurują ciemne usta i intensywne odcienie. Cena szminki to z tego co pamiętam 11,90zł co jest śmieszną kwotą za jakość jaką dostajemy. 4,2g szminki również starczy na długo, zwłaszcza, że jest na mega wydajna.

Podobają się Wam usta Kylie?
Czy wg Was nadal są na topie?

Śledź mnie: 


https://www.instagram.com/bozekdaria/

https://web.facebook.com/By-the-Selfish-D-395864167239827/?ref=bookmarks

wtorek, 25 sierpnia 2015

Batiste Suchy szampon Dry Shampoo floral essences RECENZJA

Hej kochane :)

Wszystkie znamy i kochamy suche szampony Batiste. Sama wcześniej o nich pisałam TUTAJ. Od jakiegoś czasu ta właśnie marka postawiła jeszcze jedną wersję na sklepowych półkach. Floral Essences to klasyczny produkt Batiste o przyjemnym kwiatowym zapachu. Ale czy sprawdza się tak dobrze jak oryginał? Zapraszam do lektury :)


Na pierwszy rzut oka jest bardzo kuszący - klasyczne opakowanie batiste w przepięknej szacie graficznej jest ciężkie do przeoczenia. Inne wersje Batiste sprawdzają się u mnie znakomicie, jednak chciałam przetestować nowość. I teraz trochę tego żałuję. Dlaczego? Ponieważ szampon strasznie się pyli, tworzy straszną białą warstwę na włosach, którą ciężko wyczesać. Włosy są odświeżone, owszem ale wolę już umyć włosy niż chodzić z włosami z białym obłoczkiem o nasady. 


Do tego jak na suchy szampon, jest w rzeczywistości bardziej "mokry" niż pozostałe wersje. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć, ale tak bardzo jak lubię pozostałe Batiste tak nie cierpię tej wersji. Jako plusy tutaj możemy wymienić co prawda wydajność, ale to tylko dlatego, że musiałam używać bardzo małą ilość żeby szampon nie wyglądał na mojej głowie jak cukier puder na pączku. Na zdjęciach poniżej jest ślad jednego delikatnego psiknięcia na rękę. 


Z czasem jednak zaczęłam używać go w duecie z klasycznym Batiste, psikając wersję zapachową "pod spód", czyli na zakryte warstwy włosów, oryginał natomiast trafiał na czubek głowy - czego się nie robi, żeby zużyć nietrafiony produkt :D Chociaż totalnym bublem to on nie jest, nadal odświeża włosy, unosi je u nasady i dodaje im puszystości, jednak nie mogę się zgodzić na biały nalot, którego nie mogę się pozbyć.

Też miałyście takie problemy z tym szamponem? Który ze wszystkich Batistów uważacie za najlepszy? A może macie jakiś innych ulubieńców? Dajcie znać w komentarzach :)

wtorek, 21 lipca 2015

Lovely Gold Highlighter - rozświetlacz na medal [RECENZJA]

Rozświetlacze do twarzy stały się moją miłością. Z namiętnością używałam swojego ulubieńca z Kobo, dopóki moim oczom nie ukazało się dno opakowania. Uznałam że czas wypróbować coś nowego. Moje oko złapało rozświetlacz w szafie Lovely podczas jednej z wizyt w Rossmannie. Miałam lekki dylemat między złotym i srebrnym wykończeniem. Wybór padł na złotko i jestem z tego bardzo zadowolona :)


Tradycyjnie już zacznijmy od opakowania, które jest... nieco tandetne. Kremowa kasetka wykonana jest z taniego plastiku, napisy z pewnością zejdą z wieczka bardzo szybko. Plusem opakowania jest fakt, że jest ono zakręcane a nie zamykane na zatrzask. Niestety na opakowaniu nie mamy podanej gramatury produktu, ale jest go całkiem sporo. Możemy go kupić za 8,99zł w każdym Rossmannie.

 
Powiem szczerze, że słyszałam wiele dobrego o tym cudaku i muszę przyznać, że wszystkie pochlebne recenzje jakie czytałam spełniły się w 100%. Odcień rozświetlacza to piękne, delikatne złoto, które będzie pięknie wyglądać zarówno na opalonej jak i bladej cerze. Jest on bardzo subtelny, pięknie odbija światło nadając twarzy świeżości i promiennego blasku.

Produkt jest bardzo dobrze zmielony, nie pyli się przy nakładaniu co jest bardzo ważne. W końcu nikt nie chce żeby drobinki rozświetlacza trafiły na niepożądane miejsca twarzy. W ciągu dnia nie "wędruje" po twarzy - zostaje tam gdzie został nałożony a jego intensywność nie maleje w ciągu dnia. Nie zauważyłam też żadnego uczulenia ani zapchania porów.



Podsumowując, jest to świetny rozświetlacz, zarówno dla osób, które wcześniej nie miały styczności z produktami tego typu, jak i tych, które szukają czegoś nowego do wypróbowania. Nie będziecie zawiedzione :)

Jutro szykuję post - "Jak używać rozświetlacza" jako mały "follow up" do dzisiejszej recenzji :)

Używałyście tego cudaka?
Kochacie go tak samo jak ja? :D

piątek, 17 lipca 2015

Pomadka BEBE Young Care słoneczna SPF 20

Hej kochane :)

Jak zapewne dobrze wiecie jestem jedną z tych osób, które mają obsesję na temat pielęgnacji ust. Nie chcę przesadzać ale mam chyba z 15 balsamów do ust i ciągle mi mało! Pomimo mojego uzależnienia, nigdy nie miałam okazji próbować marki BEBE, która ostatecznie wpadła do mnie na początku maja. Mowa o Bebe young z ochroną przeciwsłoneczną SPF20. Co o niej myślę? Zapraszam do dalszej lektury.


Opakowanie nie jest w żaden sposób udziwnione - ot, takie zwykłe, jak Nivea czy Balea. Wersja z ochroną przeciwsłoneczną ma kolorek żółty, co jest idealnie dopasowane. Tubka mieści w sobie 4,8 grama produktu i kupimy go w cenie ok.7-8zł? Nie pamiętam dokładnie. Z dostępnością również nie ma najmniejszego problemu, dostaniecie ją w każdym Rossmannie a może także w Superpharmie.


Teraz pora by powiedzieć (napisać) kilka słów o działaniu tego cuda. Mówię cuda, gdyż tak właśnie działa. Jest bardzo, bardzo nawilżający, ma konsystencję bardzo bogatego balsamiku. Odżywia usta, zostawia je miękkie i pozbawione suchych skórek. Powiem szczerze, że nie spodziewałam się aż tyle po tej marce. Sądzę, że spisze się rewelacyjnie u osób z problemem przesuszających się ust dzięki wyciągowi z aloesu, który zawiera.
Co do ochrony przeciwsłonecznej to mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że działa. Moje usta wystawione na słońce były cały czas miękkie i odżywione a intensywne promienie nie zrobiły im jakiejkolwiek krzywdy.  


Moim skromnym zdaniem jest to produkt warty wypróbowania, ja z pewnością zużyję swoje opakowanie tego lata - już ubyła jakaś 1/3  :P

Kiedy byłam w DM'ie widziałam sporo kosmetyków Bebe, macie z nimi jakieś doświadczenia? W Polsce widziałam tylko ich produkty do ust, ale chętnie bym wypróbowała również inne rzeczy z ich asortymentu :)

Znacie tą pomadkę? 
Jakie są wasze ulubione pomadki z ochroną SPF?

wtorek, 16 czerwca 2015

Alterra krem do rąk, Granat i Masło Shea RECENZJA

Hej kochani :)

Dzisiaj mam dla Was krótką recenzję jednego z moich ulubionych kremów do rąk. Mowa o tytułowej Alterze z Granatem i masłem shea. Alterrę kocham nie tylko za świetne działanie ale także za to, że jest to produkt wegański o przepięknym składzie. Zapraszam niżej na pełną recenzję :)

 
Krem ten trafił do mnie pierwszy raz ok.2 lata temu, kiedy to próbowałam wszystkiego jak leci, więc tego również nie mogłam pominąć. W rzece kremów, które pozostawiały tłustą warstwę, przez co mogłam je używać tylko na noc, trafiła na to lekkie cudeńko. Opakowanie to klasyczna tubka wykonana z miękkiego tworzywa. Zatrzask chroniący produkt jest solidny i bez naszej wiedzy na pewno się nie otworzy. 

skład dla zainteresowanych

Kremik ma dość gęstą konsystencję, jest bardzo treściwy. Wchłania się bardzo szybko  oraz najważniejsze - nie pozostawia tłustej warstwy. Bez obaw możemy kontynuować nasz dzień, nie martwiąc się że zapaskudzimy kremem wszystko czego się dotkniemy. Nie wiem jak Wy, ale ja nie mogę funkcjonować z dłońmi od tłustego kremu.

Jeśli chodzi o działanie tego cudaka to jestem gotowa porównać go do L'occitane Shea Butter. Dłonie są po nim aksamitne, gładkie dzięki nawilżeniu jakie daje. Jestem nim oczarowana, jest to chyba moje 2 lub 3 opakowanie i wiem że do niego powrócę. 


Plusy:
+ nawilżenie
+ konsystencja
+ wydajność
+ cena ok. 6-7zł
+ dostępność
+ zapach
+ wchłanianie
+ nie pozostawia tłustej warstwy

Minusy:
- brak

Moim zdaniem jest to najlepszy drogeryjny krem, polecam gorąco każdemu, kto nie próbował. Genialnie spisywał się również zimą, kiedy dłonie potrzebują szczególnej opieki.

Znacie ten kremik?
Jesteście nim oczarowane tak samo jak ja? :D

 

środa, 10 czerwca 2015

Makeup Geek Vegas Lights Palette Recenzja i Swatche :)

Hej dziewczyny :)

Dziś przygotowałam dla Was recenzję paletki, która spędzała mi sen z powiek długi, długi czas. Zastanawiałam się tygodniami, czy powinnam ją zamówić i w końcu przepadłam i podczas zamówienia z Makeup Geek do koszyka w której było pełno innych cieni tej marki wpadła również paletka Vegas Lights. Jest ona inspirowana kolorami światowej stolicy hazardu - złoto, brąz. Jakie są moje wrażenia po używaniu tej paletki? Zapraszam na recenzję :)

 
No więc zacznijmy od opakowania. Jest ono wykonane z kartonu, przypominającego te w opakowaniach TheBalm, jednak warstwa jest grubsza i mocniejsza. Szata graficzna jest bardzo przyjemna dla oka, utrzymana w tonach beżowo, złotych z wielkim tytułowym napisem. Wewnątrz opakowania widzimy wielkie, prawdziwe lustereczko, oraz 6 cieni osadzonych w magnetycznej kasetce. Podobno można wyjąć jeden z kolorów i wrzucić go do Z-palette, jeśli nie chcemy brać w podróż wszystkich kolorów z paletki. Jeszcze tego nie próbowałam, trochę się boję uszkodzić cień... 


Mówiąc o cieniach, przychodzi do nas 6 różnych kolorów. Górny rząd to Casino - piękny odcień złota, Sin City - pomarańczowe również z nutą złota oraz Roulette, który jest w moich oczach połączeniem miedzi z bordo (zdjęcie niezbyt dobrze oddaje prawdziwy kolor). Dolny rząd to delikatny Mirage - połyskliwy beż, Desert Sands - ciężki do opisania odcień złotego brązu o wykończeniu matowym oraz Bada Bing - cudowny, głęboki odcień czekoladowego brązu i połyskliwymi drobinkami. Każdy z cieni ma gramaturę 1,8g co na cień jest całkiem ładną pojemnością.


Muszę Wam przyznać że byłam bardzo pozytywnie zaskoczona tą paletką. Po pierwsze wszystkie cienie są tak aksamitne i napigmentowane, że aż się wierzyć nie chce. Wystarczy minimalna ilość cieni by osiągnąć zamierzony efekt. Rozcieranie przebiega jak marzenie, kolory łatwo stapiają się ze sobą nie tracąc tym samym intensywności swoich pięknych odcieni. Jeśli chodzi o trwałość to na korektorze MAC Pro Longwear, którego używam jako bazy pod cienie utrzymuje się cały dzień, nie ma mowy o jakichkolwiek 'awariach' w ciągu dnia. Rewelacja.

Paletkę możecie kupić w sklepie internetowym Makeup Geek TUTAJ  w cenie 35.99$ co może dla niektórych być sporo za kilka cieni, które dostajemy. Ja o tej paletce marzyłam już długi czas i zdecydowanie nie żałuję. Jeśli więc lubicie piękne i intensywne kolory, być może na letni wieczorowy makijaż - zdecydowanie polecam :)

Co myślicie o kolorach w paletce?
Próbowałyście kosmetyków Makeup Geek?

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Bourjois Rouge Edition Velvet 10 Don't pink of it! - RECENZJA

Hej dziewczyny :)
Dzisiaj mam dla Was recenzję a raczej opis mojego rozczarowania wynikającego z tytułowego produktu - słynnej szminki Bourjois Rouge Edition Velvet w kolorze 10 Don't pink of it!. Kupiłam go na poprawę humoru, w końcu wszyscy go chwalili więc doszłam do wniosku że i ja będę zachwycona. Zamiast radości z nowego produktu byłam zła jak osa. Dlaczego? Zapraszam do dalszej lektury. 


Opakowanie produktu jest bardzo eleganckie i przyjemne dla oka. Mieści w sobie 7,7ml produktu, który nakładamy przy pomocy przyjemnego aplikatora. Kolorek, który wybrałam to śliczny brudny róż, bardzo lubię takie kolory i ostatnio dobrze się w nich czuję. 


No i to były by wszystkie plusy. Przejdźmy do konkretów. Pierwsza rzecz to zapach, który jest okropny. Pachnie - a raczej śmierdzi - jak farba. Taka tradycyjna, do malowania ścian. I zapach ten zostaje z nami do momentu zmycia. Druga rzecz to zbieranie się z zagłębieniach ust. Wiecie o co mi chodzi, takie mini "zmarszczki" które robią się, gdy np zrobimy dziubek ;) Nie zastyga na ustach i absolutnie się na nich nie trzyma przez dłuższy czas. Po kilku minutach środek ust mam praktycznie goły, produkt roluje się w stronę zewnętrznych kącików. Gdy już jakoś się uratuję konturówką do ust by trzymać równomierny kolor na ustach pojawia się następny problem - strasznie wysusza moje usta. 

 
Nie wiem dlaczego trafił mi się taki bubel, a końcu wszyscy trąbią o tym jaka to ta seria dobra. Niestety nie mogę się z tym zgodzić, absolutnie nie będę wydawać pieniędzy żeby wypróbować inne kolory. Jest to dla mnie ogromne rozczarowanie, spodziewałam się czegoś na miarę Lip tintów z Bell, które trzymały się na moich ustach całą noc bez poprawek a dostałam farbę do ścian w tubce.

Dajcie znać, czy też miałyście z nim takie problemy, lepiej się poczuję, gdy usłyszę jakieś słowa otuchy :)

Buziaki :)

wtorek, 26 maja 2015

Pharmaceris Fluid Matujący Zwężający Pory 01 Ivory

Hej dziewczyny :)
Dzisiaj mam dla Was recenzję podkładu w którym byłam absolutnie zakochana - do czasu. Mowa będzie o fluidzie matującym Pharmaceris. Zakupiłam go w listopadzie, więc w tym momencie nie nadaje się już do użycia, ale problemy z nim zaczęły się już duuużo wcześniej. Zapraszam do lektury.


Moje pierwsze doświadczenia z fluidami firmy Pharmaceris nie były zbyt pozytywne. Pierwszy próbowałam wersję intensywnie kryjącą i dosłownie spływała mi ona z twarzy. Gdy zobaczyłam wersję matującą na przecenie stwierdziłam że może warto zaryzykować. Opakowanie to klasyczna buteleczka z pompką, charakterystyczna dla Pharmaceris. Wielkim plusem jest system air-less, pompka działała bez zarzutów, nigdy się nie zacinała ani blokowała. Wszystko jest ładne, proste - ciężko narobić nim bałagan.


Fluid ma kremową, dość gęstą konsystencję. Rozprowadza się na skórze bardzo łatwo, pięknie się z nią stapia zostawiając pół-matowe wykończenie. Krycie jakie zapewnia jest idealne - nie daje efektu maski, ale ukrywa wszystkie niedoskonałości. Nie zatyka porów, czego można się spodziewać po tej firmie. Pomimo tylko 3 dostępnych odcieni, najjaśniejszy z nić (ivory) był idealny do mojej bladej buzi. Utrzymywał się na twarzy cały dzień, konieczne były jedynie drobne poprawki, co w moim przypadku jest ujarzmienie świecenia. Dodatkowym plusem jest zawarty filtr SPF 25.


Wszystko wygląda pięknie, prawda? Otóż nie. Po ok.3 miesiącach użytkowania zaczął się utleniać w opakowaniu, nagle kolor z pięknego porcelanowego zaczął podchodzić pod dojrzewającą pomarańczę. Może nie widać tego na zdjęciach, ale widzę efekt po aplikacji na skórę. Na bladej cerze widać najmniejsze różnice. Nie wiem co się stało, na opakowaniu jest informacja o przydatności - 6 miesięcy od pierwszego użycia. No niestety, nieadekwatne do moich doświadczeń.

Bardzo mi przykro z tego powodu, bo naprawdę polubiłam ten podkład, idealnie wyglądał na skórze... Jednak nie jestem w stanie wykończyć całego opakowania w 3 miesiące, nawet jeśli byłby męczony codziennie. Zostawiłam opakowanie tylko po to, by zrobić dla Was recenzję i spytać o Wasze doświadczenia z nim.

Jak u Was się sprawdził ten podkład?
Też miałyście problem z utlenianiem?

piątek, 22 maja 2015

Revlon Colorburst Lip Butter 096 Macaroon

Hej dziewczyny :)

W ten piątkowy wieczorek mam dla Was recenzję produktu, który ostatnio bardzo często jest u mnie w użyciu. Pomimo początkowych nieporozumień bardzo się polubiłam z masełkiem do ust Revlon Colorburst w kolorze Macaroon (096). Zapraszam do dalszej lektury.


Masełka Revlon Colorburst były rozsławione w sieci długo przed tym, gdy postanowiłam je wypróbować. Podczas jakiejś przypadkowej promocji w SuperPharmie na produkty Revlona (1+1 gratis) wybrałam dwa kolorki, z czego jeden kupiłam dla mamy. Dla siebie wybrałam numer 096 Macaroon, który jak wszystkie inne ma śliczne opakowanie, które pomimo tego, że jest plastikowe i trochę "zwykłe" robi wrażenie poprzez piękne kratkowe tłoczenia na dwóch bokach. Zamknięcie jest bardzo mocne, z pewnością nie otworzy się samo w torebce. Plastik sam w sobie jest mocny, przez co jest odporny na uszkodzenia.


Kolorek Macaroon to śliczny różany kolor. Bardzo mnie zaintrygował, ponieważ ma w sobie odcienie różu, czerwieni oraz malutkie mieniące się drobinki. Co prawda za drobinkami nie przepadam, ale uznałam, że jak już gdzieś je wypróbować to właśnie na ustach. Wygląda bardzo naturalnie, chociaż raz miałam wrażenie że owe drobinki "powędrowały" po twarzy i miałam całą okolicę ust błyszczącą jak kula dyskotekowa - a może nieświadomie przetarłam dłonią po twarzy i sama spowodowałam taką sytuację :P Jego trwałość jest naprawdę dobra jak na produkt tego typu, ale oczywiście konieczna jest poprawka po jedzeniu czy piciu. 


Jeśli chodzi o nawilżenie jakie daje - bardzo dobre. Nie jestem w stanie powiedzieć, że produkt ten jest cudotwórcą, ale bardzo dobrze radzi sobie z nawilżeniem ust w ciągu dnia, nadając im jednocześnie śliczny kolorek. Ja osobiście nie noszę pod masełkiem konturówki, ale oczywiście można, jeśli chcemy nieco intensywniejszy kolor. Szminka sama w sobie jest mocno napigmentowana co widać na zdjęciu. Mi taki pigment wystarczy do codziennego użytku. 


Ma on jednak swoje minusy. W mojej książce występują dwa. Pierwszym z nich jest oczywiście cena. Regularna w SuperPharmie wynosi 39zł, co jest nieco wygórowaną ceną. Zwłaszcza, że otrzymujemy tylko 2,5g produktu. I to właśnie ilość jest drugim minusem. Przy codziennym użytkowaniu sądzę, że nie starczy to na 2 miesiące, co jest śmieszne patrząc na taką cenę. Niemniej jednak uważam że wydajność jest przyzwoita, nie musimy pakować koloru, żeby otrzymać pożądany efekt. 

Plusy:
+ kolor
+ nawilżenie
+ wydajność
+ dostępność
+ trwałość

Minusy:
- ilość produktu
- cena 

Uważam, że jest to produkt warty wypróbowania, ale tylko upolowany na promocji :) Ja bardzo lubię go używać i pewnie przy następnej okazji zaopatrzę się w inne kolorki :)

Używałyście tych masełek? Co o nich myślicie?

Snapchat: bozekdaria
Instagram: @bozekdaria
Facebook: TUTAJ
Zapraszam :*

poniedziałek, 18 maja 2015

Róż Wibo Smooth'n Wear Blusher 1 [RECENZJA]

Hej dziewczyny :)

Przepraszam za moją weekendową nieobecność, planowałam zrobić photo mix, ale uznałam że w następną sobotę zbierze się więcej zdjęć na ciekawszy post :) Dzisiaj mam dla Was recenzję różu do policzków Wibo Smooth'n Wear nr 1. Zakupiony był oczywiście podczas Rossmannowych promocji i z góry powiem, że nie żałuję tego impulsu :) Zapraszam do dalszej lektury.


Zacznijmy tradycyjnie od opakowania, które jest klasyczną, prostą kasetką zamykaną na mocny zatrzask. Szczerze mówiąc myślałam, że plastik będzie miękki i słaby, ale bardzo się cieszę, że tak nie jest. Wszystko jest bardzo wytrzymałe, jak na produkt z tej półki cenowej jest rewelacja. Za cenę ok.10zł dostajemy 3gramy produktu, co moim zdaniem na róż jest w sam raz. 



Odcień numer 1 to idealne połączenie przygaszonej brzoskwinki z delikatnym różem. W opakowaniu możemy zauważyć delikatne drobinki, jednak nie są one widoczne na skórze. Zostawia naturalne wykończenie, zdecydowanie nie jest to płaski mat. Odcień ten nadaje się zarówno dla osób o jasnej jak i ciemnejszej karnacji, ponieważ jego intensywność idzie łatwo kontrolować. Lekką ręką można nim stworzyć śliczny, naturalny rumieniec, który będzie utrzymywał się na policzkach cały dzień. Jego trwałość jest rewelacyjna, po porannej sesji makijażowej utrzymuje się u mnie aż do wieczora i nadal prezentuje się tak samo. 



Jego pigmentację jak już wspomniałam wyżej można kontrolować, możemy go nałożyć delikatnie do codziennego makijażu jak i nie żałować sobie produktu na wyjścia. Co ważne - nie "wędruje" on po twarzy, co zdarzało mi się dawniej. Róż nie ruszy się ze stref, na które go nałożymy, chyba ze mu w tym pomożemy np. pocierając twarz. Sądzę, ze za taką cenę jest to zdecydowanie produkt warty wypróbowania. Odcieni dostępnych w szafach Wibo jest sporo, więc każdy znajdzie coś dla siebie :)



Plusy:
+umiarkowania pigmentacja
+cena
+wydajność
+trwałość
+opakowanie
+łatwa aplikacja
+naturalne wykończenie

Minusy:
BRAK

Używałyście tych róży? Jakie macie z nimi doświadczenia? 

piątek, 15 maja 2015

Bell HypoAllergenic fluid matująco-kryjący #HIT

Hej dziewczyny :)

Dzisiaj mam dla Was recenzję podkładu Bell z serii HypoAllergenic. Fluid matująco-kryjący w odcieniu 01 Nude. Upolowałam go podczas wyprzedaży w Rossmannie. Nigdy wcześniej nie miałam okazji go próbować, więc czas promocji był najlepszy żeby zaryzykować. Jak się u mnie sprawdza? Zapraszam poniżej na moją opinię :)



Zacznijmy może od wyglądu - produkt przychodzi do Nas w klasycznej tubce, wykonanej z matowego tworzywa. Zamknięcie jest zakręcane co nie do końca mi odpowiada - wolę, gdy podkłady mają pewniejsze zabezpieczenia, np. zatrzask. Powiem od razu, że opakowania Bell nie robią na mnie wrażenia, ale za taką cenę nie ma się co dziwić. Twierdzę, że w przemyśle kosmetycznym płacimy naprawdę sporo na ładne opakowania, aniżeli produkt.



Fluid Bell ma bardzo lekką konsystencje, przez co aplikacja jest bardzo przyjemna. Na skórze nie zastyga natychmiastowo co ułatwia ułatwia dokładne i równomierne rozprowadzenie. Bardzo lubię nakładać go pędzlem Hakuro Flat Top Kabuki dzięki któremu podkład pięknie stapia się z cerą pozostawiając ją idealną. Nie zgadzam się z tym, że wykończenie jakie pozostawia jest matowe. Nie powoduje świecenia się cery, ale też nie zostawia jej matowej - daje bardziej naturalne wykończenie. Ja oczywiście po aplikacji utrwalam go pudrem, robię tak z każdym podkładem. 



Ten przyjemniaczek utrzymuje się na skórze cały dzień. Makijaż robię ok. 7 rano, po pracy jestem w domu o 17  a twarz nadal wygląda idealnie, w środku dnia muszę co prawda przypudrować twarz, ale nie jest to dla mnie żaden problem. Ważną rzeczą, o której warto wspomnieć jest to że nie zapycha! Mogę używać go codziennie i nie widać żadnych negatywnych skutków stosowania. 

Plusy:
+ piękne krycie
+ wydajność
+ naturalne wykończenie
+ nie zapycha
+ nie wysusza
+ dostępność
+ cena
+ trwałość na skórze
+ jest hipoalergiczny
+ przyjemna aplikacja

Minusy:
- opakowanie

Produkt ten jest moim absolutnym hitem, bardzo lubię go używać i wiem że latem będzie spisywał się genialnie bo już radził sobie rewelacyjnie podczas cieplejszych dni :) Jego normalna cena to chyba 17,99zł więc są to naprawdę małe pieniądze, warto wypróbować :)

Używałyście kiedyś podkładów Bell?
Jakie są Wasza wrażenia? :)

czwartek, 7 maja 2015

L'occitane kremy do rąk Masło Shea, Migdał i inne

Hej dziewczyny :)

Dzisiaj mam dla Was recenzję słynnych kremów do rąk L'occitane. Wiem, że wygląda jakbym była ich maniaczką i może nią jestem. Ale ponad wszystko staram się oszczędzać je jak tylko mogę. Dlaczego? Wszystko wyjaśniam poniżej.


Swoją przygodę z tymi kremikami zaczęłam w okresie świąt Bożego Narodzenia, kiedy okazyjnie kupiłam zestaw 3 kremów 30ml. W ten zestaw wchodziły serie: Arlesienne, Migdał oraz Masło Shea. Byłam bardzo podekscytowana tym zakupem, oczywiście bez zastanowienia zabrałam się do testów.

Pierwszy, który wzięłam w obroty to oczywiście klasyk z masłem shea. Jest to krem, który zawsze chciałam, czaiłam się na wersję 150ml ale cena mnie powstrzymała. Tak czy inaczej ma on bardzo gęstą konsystencje, jest niesamowicie odżywczy i nawilżający. Nie pozostawia tłustej warstwy a dłonie pozostawia aksamitnie gładkie.

 
Następny w zestawie był Migdał. Ten przyjemniaczek uwiódł mnie swoim zapachem, który jest po prostu nieziemski. Konsystencje ma nieco rzadszą od poprzednika, ale nadal świetnie sobie radzi z nawilżaniem. Również nie pozostawia na skórze tłustej warstwy za to jego piękny zapach przez pewien czas zostaje na dłoniach.

Ostatni z trio to Arlesienne - krem o różanych nutach zapachowych. Za różą to ja nie przepadam, wręcz  mnie odpycha od tego zapachu, dlatego jestem nim najmniej zachwycona. Konsystencja różni się nieco od poprzedników, jest "lżejsza" lecz pozostawia na dłoniach tłustą powłoczkę, która utrzymuje się kilka minut. Niemniej jednak dobrze nawilża skórę, dla miłośniczek różanych zapachów będzie jak znalazł. 

Skład wersji z masłem Shea

Posiadam również miniaturkę (10ml) wersji o zapachu kwiatu wiśni. Jest on absolutnie niesamowity, uwielbiam go. Działa tak dobrze jak wersja z masłem Shea, nie pozostawia tłustej warstwy a do tego ten niesamowity zapach. Zdecydowanie będę czekać na promocję by kupić go w okazyjnej cenie.

Podsumowując, kremy firmy L'occitane są jednymi z najlepszych, które stosowałam. Polecam je gorąco dla wszystkich osób, których dłonie wymagają dużego nawilżenia i odżywienia. Wersje 30ml w normalnej cenie kosztują 29,90zł, jest to więc sporo za tak mały krem, ale warto czekać na promocje :) Ja sama chodziłam do L'occitane tylko po to żeby skorzystać z testerów. W końcu musiałam mieć pewność, że je chce :P

Stosowałyście produkty tej firmy?
Jakie są Wasze ulubione kremy do rąk?

poniedziałek, 4 maja 2015

Clinique Cheek Pop Róż do policzków Berry Pop

Hej dziewczyny :)

Róż Clinique Cheek Pop w odcieniu Berry Pop jest moim obecnym ulubieńcem. Kupiłam go kilka miesięcy temu podczas wyprzedaży w Sephorze - było to chyba -30%. Początkowo niezbyt się z nim polubiłam, ale było to spowodowane brakiem wprawy w aplikacji różu tego typu. Co mam na myśli? Zapraszam do dalszej lektury.


Róż przychodzi do nas w pięknym skromnym opakowaniu. Pudełeczko, które wyrzuciłam już dawno temu niczym nie różni się od wyglądu pozostałych opakowań tej firmy. Sama kasetka jest bardzo elegancka, wykonana z przezroczystego plastiku dobrej jakości. Zamykane jest na klasyczny mocny zatrzask, który czasami ciężko mi otworzyć ;)



Kolor to intensywny, wręcz krzykliwy róż. Pigmentacja produktu jest bardzo wysoka, łatwo więc z nim przesadzić. Początkowo zdarzało mi się to bardzo często. Czasami ciężko było mi go nabrać na pędzel, jest bardzo zbity i w niczym nie przypomina tradycyjnych róży w pudrze. Określiłabym go raczej jako "kamienną" bryłę. Dlaczego? Po tylu miesiącach użytkowania nie widać jakiegokolwiek ubytku. Zdjęcia robiłam wczoraj a pięknie wytłoczony kwiatek nadal nie stracił swojego uroku. 



Produkt ten ma bardzo wysoką pigmentację, co sprawia, że łatwo z nim przesadzić. Jednocześnie jednak ciężko jest nabrać pożądaną ilość produktu na pędzel. Jak sobie z tym radzę? Robię kilka okrężnych ruchów pędzlem po powierzchni różu i zamiast "przejeżdżać" pędzlem po policzkach delikatnie go dociskam w pożądanych miejscach. Daje to równomierny kolor oraz ułatwia blendowanie.

Róż ten nie jest dostępny w sklepie internetowym Sephory, nie wiem jak sprawa wygląda w sklepach stacjonarnych. Jest jednak dostępny w sklepie Clinique TUTAJ w cenie 135zł za 3,5g produktu. Myślę, że jeśli ktoś ma ochotę zainwestować więcej w róż śmiało może wypróbować Clinique.

Pomimo początkowej niezgody między mną a tym przyjemniaczkiem doszliśmy do porozumienia i teraz nie wyobrażam sobie nie mieć go w swojej kolekcji :)

Próbowałyście może róże z tej serii?
Co o nich myślicie? :)

Instagram @bozekdaria
Snapchat: bozekdaria